![]() |
| NOWOŚCI | BIOGRAFIA | DYSKOGRAFIA | KONCERTY | RECENZJE | FANKLUB | KONTAKT |
Fragmenty recenzji
|
WHERE ABANDONED PELICANS DIE:
Przyznam szczerze, że jestem zaskoczony. Zaskoczony
bardzo pozytywnie. Ba!, nawet wniebowzięty. I to od razu do siódmego
muzycznego nieba. Nie spodziewałem się usłyszeć dzieła tak
rozbudowanego, kompleksowego, potężnie brzmiącego, a przy tym tak
dojrzałego, zdyscyplinowanego oraz, przy całym swoim eklektyzmie, tak
spójnego i przystępnego. A już zupełnie nie spodziewałem się, że autorem
tak wybitnej produkcji będzie artysta znad Wisły. I to do tego, artysta
do tej pory całkowicie mi nieznany. Kayanis. Czy ktoś o nim słyszał?
Nielicznym szczęściarzom zazdroszczę tej miłej znajomości. Ja przy
okazji premiery płyty „Where Abandoned Pelicans Die” spotykam się z jego
muzyką po raz pierwszy. Ten niedoszły absolwent słupskiej Państwowej
Szkoły Muzycznej ma w swoim wcześniejszym dorobku płyty „Machines And
Dreams” (1998) oraz „Synesthesis” (2001), na których dał się podobno
poznać (piszę „podobno”, gdyż opieram się wyłącznie na opinii innych, bo
nie słyszałem tych albumów) jako twórca muzyki elektronicznej. Na
drugiej z wymienionych płyt Kayanis zdecydował się na niesamowity
rozmach realizacyjny. W nagrywaniu „Synesthesis” wzięło bowiem udział
blisko 150 osób: współpracujący z artystą soliści, Państwowa Orkiestra
Kameralna w Słupsku i stuosobowy chór. - Artur Chachlowski, www.mlwz.pl
Podobnie jak koledze Mariuszowi wstyd mi
niepomiernie. Tym bardziej, że jak się okazało podczas słuchania KAYANIS
jest polskim projektem. Tym bardziej, że prezentuje piękna muzykę
orkiestrową. Tym bardziej, że znajdziemy tu doskonałe mocne głosy. No
proszę Państwo: Cudze chwalicie, swego nie znacie. Po stokroć kajam się
zarówno przed czytelnikami, jaki artystami. Płyta zapełniona do
ostatniej minuty i co najważniejsze mimo czternastu tytułów na niej
zawartych – zdecydowanie do wysłuchania bez przerw. Wiem, nie jest to
łatwe, ale efekt jest piorunujący. Świetne aranżacje, mnóstwo dobrej
elektroniki i niezła dawka mocnego rocka. Można tu oczywiście znaleźć
odwołania do artystów, o których pisał Mariusz, ale dla mnie, jako
całość płyty najbardziej jest zbliżona do albumu Elodia. Całość
muzycznego konceptu, dopracowanie wszystkich szczegółów, świetne wokale
i często gryzące się z klasyką głośne gitary. Tak, to właśnie tygryski
lubią najbardziej. Trochę nawiązań do klasycznej muzyki operowej (chyba
nawet bardziej niż symfonicznej), choć nie ma tu aż tak dużo wokalu. - Tobiasz Koprowski, artrock.pl
Highly sophisticated work from Polish bass and keyboard composer Kayanis. Soprano vocals and a mix of rock and classical arrangements make this one of the best symphonic albums of the year. - Richard Barnes, seaoftranquility.org Urzekła mnie muzyka z tej płyty. Jej autorem, głównym wykonawcą i
realizatorem jest muzyk ukrywający się pod artystycznym pseudonimem
Kayanis. Praca nad tym albumem zajęła mu z górą trzy lata. Warto było
tak ciężko i długo pracować - powstało dzieło prawie doskonałe. Udało
się artyście w sposób bezkonfliktowy połączyć ze sobą tak różnorodne i
odległe od siebie gatunki muzyczne jak: muzyka elektroniczna, popowa,
rockowa, chóralna i symfoniczna. Kayanis nie jest pionierem łączenia ze
sobą różnych rodzajów muzyki, takie próby podejmowało przed nim wiele
zespołów i wielu muzyków, a wśród nich: Procol Harum ( ' Live In Concert
With The Edmonton Symphony Orchestra ' ), Pink Floyd ( ' Atom Heart
Mother ' ), Caravan ( ' Caravan And The New Symphonia ' ), Deep Purple (
' Concerto For Group And Orchestra ' ). Jednak żaden z tych wykonawców
nie uzyskał takiej harmonii między brzmieniem instrumentów klawiszowych,
gitar, perkusji oraz głosów solistów i chóru, jaką słychać w muzyce z
omawianej płyty. 'Where Abandoned Pelicans Die ' to nie tylko harmonia,
to również liczne nastroje, częste zmiany tempa, świetne aranżacje,
przestrzeń i rozmach, a także piękne melodie. Jasnym i czystym blaskiem
świecą przede wszystkim piosenki:' Lightsleeper ' i tytułowa ' Where
Abandoned Pelicans Die '. Wyróżniają się też ' poważne' kompozycje takie
jak : ' The Truth Of Violet ' i obie części ' Close To Me And Far from
You '. Wymieniłem jedynie moje ulubione fragmenty tej symfonii. - Krzysztof Michalczewski, progrock.org.pl
Byłbym kłamcą i obłudnikiem, gdybym stwierdził na
początku tej recenzji, że cokolwiek wcześniej wiedziałem o tajemniczym
artyście, ukrywającym się pod nazwą Kayanis. Nie wiem, czy to moje
lenistwo i trzymanie się sprawdzonych muzycznych rewirów, czy po prostu
zbyt mało dystrybucyjnego szumu wokół muzyki artysty sprawiło, że
zapoznaję się z jego muzyką dopiero teraz. Tym bardziej, że szybkie
przeszukanie sieci i dotarcie do oficjalnej strony muzyka wprawiło mnie
w niemałe zakłopotanie. Kayanis ma już bowiem na koncie trochę
wydawnictw, na których pojawiła się jego twórczość. A już kompletnie
moja szczęka wysunęła się do przodu, niczym u żyjącego przed paroma
milionami lat Australopiteka, gdy zobaczyłem fotki z, imponujących
scenicznym rozmachem, występów Kayanisa. Ups… dam już spokój z tymi
połajankami w moim kierunku i spiszę słów parę na temat „Where Abandoned
Pelicans Die”. - Mariusz Danielak, www.artrock.pl
W swoim życiu słuchałem już wielu płyt. Jedne robiły
na mnie wrażenie od razu, inne potrzebowały czasu, jeszcze inny nie
przypadły mi do gustu. Zdecydowanie najrzadsze przypadki to albumy,
które rzuciły mną na kolana już od pierwszego przesłuchania, a od teraz
do tej elitarnej grupy należy krążek "Where Abandoned Pelicans Die"
tajemniczego projektu Kayanis. Kayanis to pseudonim artystyczny pewnego
wielce utalentowanego muzyka, który wraz z ogromem gości nagrał album,
zaryzykuję to stwierdzenie, genialny!
Musicien polonais, à la fois
claviériste et bassiste, Kayanis n'est pas un débutant puisque "Where
pelicans die" est son quatrième album. Les sorties sont assez espacées
il est vrai puisque ses premiers enregistrements datent de 1994. Son
dernier album "Synesthesis" remonte quand même à 2001. Ce Polonais est
un adepte des belles productions de spectacles musicaux, avec
projections, ballets, etc. Bref, des projets d'envergure. D'ailleurs, la
liste des musiciens l'accompagnant sur ce disque est assez longue. Notre
homme a semble-t-il des contacts avec la télévision puisqu'il a composé
cinq musiques de documentaires pour la filiale polonaise de Discovery
Channel. - Marc M, musicwaves.fr, Francja
Ce projet du nom de son claviériste leader nous vient de Varsovie (Pologne).
Leur musique navigue sur des eaux progressives tout en prenant parfois
des tons bien proche de la musique Classique. - Jean-Pierre Lhoir, Music in Belgium
Romantic, bombastic, melodic, symphonic rock with an orchestral/choral dressing? Doesn't sound too promising, eh? Except that in this case, it actually does! The Polish keyboard player and composer Kayanis succeeds where many have mainly succeeded to embarrass: in the center of all the bombast the compositions are strong enough not to break under the mass of the arrangements. For example, often in this style of music the melodies tend to be boringly predictable, but Kayanis keeps throwing in hooks and surprising twists so the interest is maintained throughout the album. Many points of reference come to mind as one listenes this album: Vangelis, Rick Wakeman, Mike Oldfield, why not even Nightwish or Adiemus, as well as many film composers...here and there as an additional ingredient there is a more electronic flavour somewhat reminiscent of Air. Stylistically nothing new, then, but if you, for example, happen to like Vangelis but think that the Big V ran out of ideas already a decade ago, here is the successor candidate number one! - Otso Pakarinen, Colossus Magazine, Finlandia
In Poland, Kayanis is a renowned musician. He spent over three years on this remarkable project, in which he created a synthesis between classical music and elements from symphonic, progressive, rock and pop-music. After 7 years this is the follow up to “Synesthesis”, an album from 2001, just like on the current album, with the collaboration of an orchestra and many different outstanding musicians. The thread in this musical spectacle, running over 75 minutes, is a couple of masterfully delightful themes. In the “Overture”, surely one of the highlights on the album, the first one of these is being played somewhat melancholically by keyboard with just limited accompaniment by synths (I think). Then the same theme is played on acoustic guitar and subsequently, with the addition of more instruments variations on that theme and more, played by the piano; the main theme is then performed by the orchestra and the full band in a bombastic way, featuring the lead-guitar, with a very powerful solo. In “Truth Of Violet”, a foreplay by the orchestra, featuring woodwind instruments, another main theme is performed by the (mezzo) soprano Magdalena Rucinska, who has got a voice resembled by Edenbridge vocalist Sabine Edelsbacher. The track continues rather powerful, like a soundtrack for a film getting near its climax, with orchestra and synths, but there’s also a lovely piece of melodic rock music as a contrast to the cello and woodwinds right before this part. Purely classical music is being counter parted by very melodic yet solid rock-music in “Aurora Abandonata”; however, some daring contrasts are being provided by the piano and the acoustic guitar. Sometimes it sounds almost like Ennio Morricone going heavy metal! Especially when Jaroslaw Nuszcynski with his fine and deep voice starts to sing the title track, a very nice “E(lectronic) M(usic) meets Pop” tune, the surprise is complete. Subsequently, Kayanis creates an atmosphere like in “The Snowgoose” by Camel. The orchestra picks up the first themes, with variations and in different keys, featuring amongst others the acoustic guitar and the hobo, partly accompanied by a playful piano and percussion. The track ends majestically with the full choir from Gdansk and the orchestra. In the song “Princess Of Hopelessness” we hear solemn classical music with a key role for amongst others the hobo and the violin, playing the first main theme. In between predominantly electronic, cosmic parts in “Close To Me And Far From You”, there is a solemn but lovely classical piece with a lead-vocal, once more performed by Rucinska. An ‘a capella’ singing choir, followed by strings and woodwinds, heralds an “ERA” resembling piece (although more classical), again with the choir, and the finale in this track is played by piano solo. “The Palace Of Yaspirre” opens with some classical music, the melody lines played by several woodwind instruments, but then Kayanis’ keyboards and the orchestra join in, partly gentle and subtle, partly more bombastic. In track 9, “When You Cry Out All Your Tears”, at first a piece of keyboard solo, accompanied by flute and hobo. The frivolous character of the orchestration slowly evolves into a more threatening atmosphere. At the end of this track, keyboard solo (atmosphere again like in Camel’s “Snowgoose” album) followed by an acoustic guitar, accompanied by the orchestra. “Close To Me And Far From You Part Two” starts off by a cosmic electronic piece, smoothly transcending into the singing of the choir, again “a capella”. Subsequently there is some solemn music, played by strings & synths; then, with the addition of (electronic) percussion, one of the central themes is interpreted by the Gdansk choir accompanied by Kayanis’ keyboards and the orchestra. The lovely voice of Patrycja Modlinska sings “Lightsleeper”, an exquisite pop-tune, partly accompanied solely by keyboards, acoustic guitar and percussion. A playful variation on one of the main themes can be distinguished. “Who’s The One To Know” opens and ends somewhat mystically with its ambient like atmosphere and a sole singing voice from a distance draws attention; in between, rather suddenly, there is an interlude played by church organ. The full symphony orchestra revisits the theme from track two “Truth Of Violet” in the reprise and en passant also the enchanting theme from the first track. The maestro himself performs the delightful opening-theme on the piano, rendering a very intimate finale. Kayanis walks new paths and builds daring bridges. The high quality production enhances the listening sensation of this album, combining classical music, soundtrack atmospheres, the different genres of rock and pop-music as well as electronic music in a courageous attempt to cross all borders. As far as I’m concerned, this exceptional offering belongs to a higher league in contemporary music. Via his website www.kayanis.com, one can find some clips, as well as proof of the immensity of this project! “Where Abandoned Pelicans Die” is a highly recommended album, distributed by MUSEA records in France. (www.musearecords.com).
9,5 out of 10 - Menno von Brucken Fock (IO Pages, Dutch Progressive Rock Page)
"Kayanis to kompozytor, multiinstrumentalista, a przede wszystkim wielbiciel wielkich, rozbudowanych suit elektronicznych, przypominających trochę dokonania Vangelisa z Andersonem, a trochę Petera Gabriela. Działa aktywnie od wielu lat i jest doskonale znany polskim i zagranicznym fanom muzyki elektronicznej. Ale to coś więcej, niż syntezatory - w swojej muzyce zawiera muzykę rockową, klasycyzującą symfonikę, elementy folkowe. Kayanis wraz z zespołem często koncertują, a ich koncerty to prawdziwe spektakle muzyczne - bierze w nich udział siedmioro instrumentalistów, dwie solistki i dwunastoosobowy chór. Tworzy tez widowiska "światło i dźwięk" (bardzo udany koncert na warszawskiej Agrykoli w czerwcu 2006 roku, z udziałem 120 osobowego chóru. Zespół znakomicie pokazuje, jak można grać muzykę elektroniczną z rozmachem i zrobić z niej prawdziwe widowisko. I taka jest tez jego nowa płyta - patetyczna, z bogatym instrumentarium, pełna zmian tempa, nastrojów i dynamiki. Na światowym poziomie - utwór "Lightsleeper" przypomina najlepsze dokonania Pauli Cole u Petera Gabriela. "Where Abandoned Pelicans Die" znakomicie wpływa na wyobraźnię i nie sposób przejść obojętnie obok tak bogatego muzycznie albumu. - Tomasz Jakubowski, Magazyn "AUDIO".
"WAPD przypomina trochę układankę z milionów puzzli. Stworzenie jej zajęło 4 lata i efekt przeszedł wszelkie oczekiwania. Muzyczny pejzaż, który powstał trudno jest opisać słowami. W takich wypadkach stosuje się analogie typu „muzyka jest połączeniem,,,” lub „muzyka przypomina dokonania takich wykonawców, jak…”. Niestety w tym przypadku ten rodzaj metodologii zawodzi. Można by napisać, że najnowsze dokonanie Kayanisa kojarzy się z takimi twórcami, jak Musorgski, Mozart, Bach, Schubert, Beethoven- z naciskiem na Musorgskiego. Do tego Zimmer, Williams i Shore…ale to nie do końca prawda. Takiej muzyki jeszcze nie było… W pewnym momencie nasuwa się myśl, że byłaby ona doskonałą ilustracją do filmu. Są jednak dwa „ale”: 1. Tak dobrego filmu jeszcze nie nakręcono. 2. Nawet gdyby, to ścieżka dźwiękowa zdominowałaby fabułę. Tak więc zapomnijmy o filmie. Muzyka, tak jak w Synesthesis, jest połączeniem elektroniki z symfonią i rockiem, z tym że na WAPD brzmienie symfoniczne bierze górę- aranżacja powala na kolana. (...) WAPD można określić mianem utworu symfonicznego XXI wieku. Twórca złamał wszelkie kanony i ograniczenia muzyki poważnej, połączył potężne brzmienie orkiestralne z popowymi wstawkami, psychodeliczną elektroniką, gotyckimi chórami i metalowym zacięciem. I o dziwo, to wszystko do siebie pasuje i stanowi spójną całość, strawną nawet dla mniej wyrobionego słuchacza. Kayanis z pomocą utalentowanych przyjaciół dokonał rzeczy pozornie niemożliwej: poskładał pozornie nie pasujące do siebie kawałki i stworzył intelektualnie zdyscyplinowane dzieło, w którym każdy element wydaje się być niezbędny, zostawiając daleko w tyle rodzimych (i nie tylko) twórców. Znakomita jakość nagrania, instrumentaliści i wokaliści(-stki!) z najwyższej półki, cudowne dźwięki, spójna koncepcja- nie ma się, kurczę, do czego przyczepić! Muzyki Kayanisa, jak już wspomniałem i na co dowodem są powyższe chaotyczne przemyślenia, nie można opisać słowami, tak jak trudno jest opisać zapach, czy barwę. Słowa nie oddadzą piękna tego dzieła, więc dosyć tej mordęgi, kończę Jedyna konkluzja, która w pełni oddaje sedno tego, co powstało, to stwierdzenie, że Kayanis z płyty na płytę się rozwija i jest już w pełni rozpoznawalny. Jedyna rada, to usiąść wygodnie w fotelu, zamknąć oczy i popłynąć…"- Zbigniew Kozłow "Płyta na pewno jest czymś wspaniałym. Znajdziemy bowiem na niej znakomite powiązanie oraz współgranie całokształtu orkiestry z ostrym brzmieniem gitarowym. Pięknie zgrana orkiestra z równie pięknie grającymi instrumentami pierwszoplanowymi w poszczególnych utworach daje nam niesamowite brzmienie ostateczne. Na płycie można znaleźć wspaniałe akompaniamenty gitarowe. Prawie zawsze gitarze pierwszoplanowej towarzyszy drugoplanowa, czy to elektryczna, czy też akustyczna. Perkusja z kolei wspaniale współgra z całościowym brzmieniem. Gdy trzeba to wręcz grzmi, gdy nie, to cichutko sobie "postukuje". Nie jest ani za dużo, ani za mało. Gdy do tego dodamy rewelacyjne wykonanie poszczególnych partii przez solistów-nie zapominając o chórze oczywiście, wspaniałe efekty dźwiekowe, nieokrzesany talent muzyków, a przede wszystkim wspaniałą jakość nagrania i mastering tego krążka... otrzymujemy album, którego można słuchać wręcz godzinami zarówno w dni pochmurne, jak i słoneczne, czerpiąc przy tym radość nie tylko dla naszych uszu, ale wręcz dla całego ciała czyniąc go po prostu szczęśliwszym... i ten dreszczyk. Dla takich muzycznych chwil po prostu warto żyć!!! DZIĘKUJE WAM"- Łukasz Górecki
"Nieczęsto zdarza się recenzować tego typu wydawnictwo. Jest to także
trudne. Raz, że jest to muzyka do filmu, który... nigdy nie został
nakręcony (chociaż.... kto wie? może tym filmem jest samo życie?). Po
drugie, jest to płyta, której nie można jednoznacznie zaszufladkować. Po
trzecie jest to ... polska produkcja(!). Po czwarte - została
skomponowana i nagrana przez mojego przyjaciela, Kayanisa - co także nie
ułatwia zadania (by nie zostać posądzonym o stronniczość). - Marek Szulen "Nie znałem wcześniej twórczości Kayanisa. I pewnie nadal jej nie znam, bo Where Abandoned Pelicans Die jeszcze ciepły kręci się w odtwarzaczu, a ja dopiero oswajam się z jego wizją muzyki. To co napiszę więc będzie oceną kogoś z zewnątrz, kogoś, kto dopiero dołączył do widowni wsłuchującej się w przedstawienie. Na początek chciałem wyrazić uznanie dla Kayanisa za obranie takiej a nie innej drogi. Muzycy, którzy decydują się na cross over czy też na łączenie gatunków z góry decydują się na bieg przez przeszkody: nierzadko niezrozumienie krytyków czy też publiczności przyzwyczajonych do poruszania się po utartych ścieżkach muzyki. Dobrze więc, że jest co raz więcej ludzi, którzy eksperymentują. A jaka jest Where Abandoned Pelicans Die? Dla mnie to muzyka pełna patosu, rozmachu i przestrzeni, ale przede wszystkim pełna emocji, do których każdy słuchający z łatwością będzie mógł napisać własne scenariusze. Jest w niej sporo elementów baśniowych czy też filmowych. Ta płyta z pewnością mogłaby być znakomitą ścieżką dźwiękową wielkiej produkcji kinowej. Z jednym tylko ale: swoim bogactwem aranżacyjnym mogłaby z łatwością taki film zdominować. A tego żaden reżyser by nie chciał. WAPD imponuje mi różnorodnością. Na uwagę zwraca przede wszystkim świetna sekcja rytmiczna, jakby rodem z world music: potężna, namacalna, wgniatająca w fotel. Jej przeciwwagą są liczne, żeby nie powiedzieć dominujące na płycie elementy klasycyzujące oraz piękne melodie, ot choćby przepiękny motyw w The Truth of Violet śpiewany przez Magdalenę Rucińską. Rozmachu dodają wstawki gitarowe, dawkowane jednak raczej oszczędnie oraz partie chóru. Nie ma na WAPD słabych kompozycji. Biorąc pod uwagę długość płyty, jest to nie lada wyczyn. Trudno też jednoznacznie wyróżnić konkretną kompozycję, choć dla mnie utworami wyznaczającymi odpowiednio wysoki poziom dla innych jest monumentalna Aurora Abbandonata oraz The Truth of Violet. Na koniec, jako audiofil, pozwolę sobie skomentować produkcję płyty. WAPD jest dobrze zrealizowana. Dotyczy to zwłaszcza sekcji rytmicznej, chóru oraz fragmentów klasycyzujących. Trochę gorzej, moim zdaniem nagrane są partie rockowe (gitary elektryczne) które brzmią zbyt ostro. Jest to jednak kwestia dość subiektywna i dyskusyjna gdyż mój zestaw stereo gra dość jasnym górnym pasmem. W systemach "ciemniejszych" tego problemu może nie być. Znakomita płyta. Może takie produkcje już nie zaskakują tak jak kiedyś, ale zawsze warto ich posłuchać, zwłaszcza kiedy prezentują muzykę na najwyższym poziomie." - Andrzej Janiak "(...) czy dziewiąte pytanie Julii to: What satisfaction canst thou have tonight? (nie wiem, czy liczą się powtórzone te same, czy nie...) No i oczywiście bardzo gratuluję wydania płyty. Całą przesłucham za moment. Ale te fragmenty, które dzisiaj puszczałeś, odbierają mowę. Autentycznie, to jest muzyka, która sprawia, że człowiekiem rzuca, poci się on, denerwuje, wszystko na pierwszy rzut oka jest chropowate i ciemne. Na pierwszy. Będę miał dużo intelektualnej przyjemności ze słuchania tej płyty, to już wiem, choć tak samo wiem, że nigdy nie dojdę do rozwiązania. Aż zapisałeś tym, co by się przechwalali, w piosence tytułowej. Biorę się zatem do dzieła. I pewnie tak samo jak z "Synesthesis", będę słuchał wielokrotnie, długo, namiętnie, przed ważnymi sprawami, egzaminami, w pociągu, w podróży, w spokoju i w ciszy, będę sobie ilustrował i wizualizował to wszystko, co sam już gdzieś zobaczyłeś, usłyszałeś, poczułeś - nie po to, żeby dojść, co Tobie w głowie się urodziło, bo to niemożliwe - ale po to, by znaleźć w sobie to, czego szukam, co mną kieruje, co leży u podstaw moich działań, co mnie zaspokaja i tłumaczy. Taka zawsze była dla mnie Twoja muzyka, na którą rzucałem się łakomie, wyszukując różnic w różnych wykonaniach. I taka na pewno pozostanie."
- Daniel Kontowski
Po 6 latach od Synesthesis wreszcie nowe dzieło Kayanisa. Realizatorsko
wzorcowa rzecz. Z tym, że ktoś nie znający jego twórczości mógłby
sądzić, że to polski stangetyzowany artysta. Bo rzeczywiście czuć tu
analogie do dzieł typu La Divine Comedia w wykonaniu Tangerine Dream-
- Dariusz Długołęcki
SYNESTHESIS:
Musical Discoveries: (...) The album involves a good load of synth sounds, extraordinary guitar work, vocals, choirs and a chamber orchestra. The album is a union of styles--it cannot really be compared to anything, Synesthesis marks a new path in synth-based music: somewhere between EM, progressive rock and classical film music. Gentle yet extremely powerful at times, classical yet modern, passionate and strong but still melodious, sometimes even relaxing, this is an album of tremendous proportions. It won't leave your CD player for long once you put it on. The album's strongest vocal numbers are album standouts. They include the choral "Synethesis I," the layered multi-tracked new age metal crossover "Nevertheless" and the synthesizer-backed ballad "Sad Song" sung solo joned by saxophone in spots. Listeners will be enthralled with the metal-edged power of the choral stylings in "Inter Arma Silent Musae" and "Willow Green." Kayanis’s Synesthesis concert involves twenty musicians and vocalists. The show presents music from Machines and Dreams, Synesthesis and Keyamo albums, the last one which has not yet been released. A four minute live video excerpt of "Synethesis" was viewed by our editors during the preparation of this review. Return to Musical Discoveries for our forthcoming reviews of additional material by Kayanis. Further information is available at the artist's (click on images) and label's (click on label name) websites. Synethsis is as much an instrumental album--perhaps even moreso--as it is vocal. Enthusiasts of Yanni, Rick Wakeman, Kitaro will be as excited with the project as fans of Adiemus, Enya and the like. But it is the harder, metal-edged progressive bits that truly make this an incredible work of global proportions. Clearly worth a trans-Atlantic journey, it is a must listen! Musical Discoveries, Styczeń 2003.
|
|
|
KAYANIS: Synesthesis
Dave Shoesmith, CD Services, UK. Listopad 2002.
|
|
|
(...) Stęskniona publiczność stawiła się tłumnie, więc bilety rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Sala koncertowa do godziny 19.15, kiedy to rozpoczął się koncert, wypełniła się do ostatniego miejsca - wliczając miejsca stojące. Koncert rozpoczął się od przypomnienia utworów z wcześniejszych płyt, skończył zaś prezentacją najnowszych kompozycji, które nie zostały jeszcze nagrane, a nawet nie były prezentowane szerszej publiczności podczas koncertów. Kto przyszedł naprawdę nie żałował, gdyż Kayanis dał jak zwykle popis, na który składa się połączenie muzyki elektronicznej, elektrycznej jak równiez inspirowanej folkiem. Podziwiać mogliśmy wszechstronność artystów, którzy grali dosłownie na wszystkim - od fletów po gitary elektryczne i syntezatory. Dopełnieniem tych muzycznych fajerwerków był wspaniały śpiew solistek oraz chóru "Kayanis Singers". Całość złożyła się naprawdę dobre widowisko muzyczne. Pozostaje nam teraz tylko czekać i żałować, że tak rzadko mamy w naszym mieście możliwość pójść na taką imprezę. Miłosz Siwek. Głos Pomorza, 18 października 2002 |
|
|
Kayanis performed an amazing concert at the 9th Alfa Centauri Festival in
Bussum, the Netherlands on 26th March 2002. Impressive was not only the show
with the attractive female singers, but the bombastic symphonic rock music -
Shamall met Adiemus. Synesthesis reflects this fine synthesis of real female
voices, electric quitar, classic drums and symphonic keyboard sounds.
|
|
Kayanis : SynesthesisA dynamic album. Different form his previous album. Ambient music, mixed togheter with synth themes, rock themes. An album which is more in the direction of symphonic rock. Compare it with the music of Mike Oldfield and Cirque Du Soleil. Troughout the album you have also a mix of strings and choral voices. Completely different from the normal EM scene. Progressive, slow and fast are mixed togheter in different layers and tones. This album is a storie on itself. Piano, folk, rock and guitar are just playing near each. It's colorfull and has a varied style. Music people loves. I saw it on the 9th Alfa Centauri Festival and I loved it. If you like special EM, take this CD in you collection. It's worth to buy it. - Sven Cipido dla magazynu ELECTRON
|
|
|
"Kayanis
is from Poland and this album is a like a lightning bolt out of the blue,
literally overflowing with dynamic sound. The compositions range from
neo-symphonic, to darkly ambient and spatial. Mixed in with the synthesizer
themes, are strings and choral voices that add a completely different
atmosphere than you’ll find on most of today’s run of the mill
electronic works. SYNESTHESIS is filled with multi-layers of dark and
light tones, and spiced up by incredibly progressive arrangements of
electronic and natural instrumental passages. A stunning album, not to be
missed!" - Archie
Peterson dla eurock.com
|
|
|
"Wielu wykonawców aktualnie obecnych w mediach trudno nazwać
artystami, choć takimi się mienią. Kayanis nie jest człowiekiem z
przypadku i choć nie ukończył żadnej szkoły muzycznej (podobno to
dobrze) można z całą odpowiedzialnością nazwać go artystą nieprzeciętnym,
o którym jeszcze nieraz usłyszymy." - Grzegorz Skwarliński dla
MME AV.
|
|
|
"Nieczęsto zdarza się, by na naszym krajowym rynku pojawiła się
płyta równie ciekawa co propozycje zagraniczne, przynajmniej pod względem
artystycznym. To co uderza w projekcie 'Synesthesis' to przede wszystkim rozmach realizacji i pomysły. KAYANIS stworzył album bardzo plastyczny, zawierający niczym muzykę ilustracyjną do nowej produkcji fantasy. Odnajdziemy tu nawiązania do rocka, trance i world music. Skojarzenia z ERĄ, ale także miejscami z BANCO DE GAIA, czy BT nasuwają się same. Obecność orkiestry symfonicznej, chóru, prawdziwych solistów i żywych instrumentów nadają 'Synesthesis' dodatkowej głębi." |
|
| "Po nową płytę Kayanisa, "Synesthesis" sięgnąłem z dużą ciekawością. I nie zawiodłem się. (...) Płyta ma budowę, powiedziałbym, modułową, niektóre motywy się powtarzają, co nadaje jej wyraz całościowego dzieła artystycznego. (...) Jest to, według mnie, najlepsza płyta Kayanisa i w każdym calu słychać z niej profesjonalizm." Piotr Sikorski dla "Estrady i Studia", listopad 2001. (...) Kayanis wychodzi nieco poza sztampowy obraz "elektronika", komponującego i nagrywającego samotnie, jedynie w otoczeniu klawiatur i komputera. Dorealizaji projektu o nazwie Synesthesis zaprosił dwóch gitarzystów, trzy wokalistki (...) wspomagane przez trzyosobową grupe wokalną, flecistę, saksofonistę, panią grającą na tajemniczcym instrumencie o nazwie bodhran a także orkiestrę i chór. A jaki jest tego efekt? Album dość zróznicowany, odbiegający od stereotypów tej muzyki i będący logicznym krokiem naprzód po poprzednim albumie "Machines and Dreams". Za sprawą lawiny przesterowanych gitar i potężnych chórów to, co zaprezentowal Kayanis (...) ma jakby więcej wspólnego z muzyka spod znaku rocka gotyckiego (Inter Arma Silent Musae). Na dodatek rzadko też sięga po tak lubiane przez elektroników klasyczne, analogowe syntezatory, znacznie częściej za to zasiada za fortepianem (Look at Me). To album chwilami bardzo ekspresyjny, wręcz metalowy (Nevertheless), innym razem filmowo-nastrojowy (Willow Green). W skład dziewięcioczęściowej suity wchodzą nawet dwie piosenki, Nevertheless (z ostrym riffem gitary, śpiewem sporanu i ciekawym dialogiem wokalnym) oraz Sad Song z delikatnym kobiecym głosem na pierwszym planie i partią gitary klasycznej w tle. (...) Michał Kirmuć dla Tylko Rock, listopad 2001. (...) Podczas koncertu główny nacisk położono na muzykę graną na żywo. I bardzo dobrze, bowiem dzięki temu słuchacze mieli możliwość uczestniczenia w żywym spektaklu, który towarzyszył powstawaniu niezapomnianego dzieła. Warto podkreślić, że Kayanis nie bał się wykorzystywać w aranżacjach instrumentów akustycznych i elektrycznych, a sam często odrywając się od swojego stanowiska gęsto zastawionego klawiaturami grał partie gitary basowej. Dodało to dynamizmu całemu występowi. (...) Nie sposób przejść obojętnie obok odważnych partii gitarowyh granych przez Mariusza Mojsiuka i Andrzeja Czajkowskiego, na których spoczywał główny ciężar emocjonalny koncertu. (...) Synesthesis nie jest płytą łatwą, jej odbiór wymaga skupienia i otwartości umysłu. Dodam, że jest to materiał, który świetnie "sprzedaje się" na koncertach, szczególnie plenerowych, dlatego warto przeżyć taki spektakl na żywo. Warto również dlatego, że Kayanis znakomicie pokazuje, jak można grać muzykę elektroniczczną z rozmachem i zrobić z niej znakomite widowisko nie nużące słuchacza. Jacek Popiel dla "Instrumentów Klawiszowych", listopad 2001. (...) Cechą charakterystyczną Synesthesis jest wielotematowość, która sprawia wrażenie, że artysta chciał wszystkie swoje pomysły zmieścić na jednej płycie. Jest to szczególnie widoczne w kompozycji "Look at Me", w której aż roi się od pomysłów muzycznych. Czy to źle? Wydaje mi się, że nie, bowiem dzięki temu płyta nikomu się nie znudzi, choć z drugiej strony może to wprowadzać pewne zamieszanie. Mimo owej mnogości i przenikania się tematów płyta jest spójna i stanowi całość. Łączą ją dwa tematy, które przewijają się przez kompozycje zawarte na krążku powodując, że chętnie słuchamy kolejnych utworów "wypatrując" zasłyszanego wcześniej fragmentu. (...) Oprócz chóru na płycie usłyszymy również chórki oraz popisy solistek - Anetty Markiewicz wzbogacającej wiele utworów świetnie komponująym się sopranem oraz Katarzyny Ziółkowskiej i Beaty Molak. Właśnie dzięki tej ostatniej mamy okazję poznać możliwości kompozytora w zakresie pisania spokojnych, nastrojowych ballad. (...) Dzięki temu dostajemy rąk krążek może niezbyt łatwy w odbiorze, ale taki po który będziemy sięgać często, odkrywając za każdym razem nowe przestrzenie materii dźwiękowej malowanej ręką Kayanisa i współpracujących z nim muzyków. Warto zagłębić się w tę przestrzeń. Dawid Mazur dla "Instrumentów Klawiszowych", grudzień 2001
|
|
|
MACHINES AND DREAMS:
"This is a strong album [M&D] by a fine musician." Paul Rijkens dla Groove Unlimited, najwiekszego w Europie fan klubu muzyki elektronicznej |
|
|
"Kayanis jak wytrawny mag żongluje nastrojami, dynamiką i oczywiście tym, co jest bodaj jego najsilniejszym atutem - melodyjnymi frazami." Artur Lasoń - Estrada i Studio 3'99 |
|
"The
music of ‘Machines and Dreams’
is playful, melodious, emotional, strong, passionate and the
compositions are absolutely well chosen. What a nice music this Kayanis is
creating: quiet instrumental ‘ballads’, interchanged with
orchestral highlights, funny choirs and a touch of ‘deep forest’,
to me the music resembled at certain moments the one of Belgian musician
Frank van Bogaert, but Kayanis is somewhat more obstinate and the
compositions are more contrasted, each part being a gem in itself. When
you appreciate robust, thrilling, orchestral synth music, you should try
this one. (...) Kayanis seems to be a very positive and
jolly human being who simply composes good music... a sheep clad in
wolf’s dress! At
the moment Kayanis is working on another CD, I did already hear some of it
and also on this one the numbers are very robust and orchestral. Kayanis
certainly deserves to have a great number of fans!" Eric
Snelders dla holenderskiego magazynu Alpha Centauri, listopad 2000. Na
angielski przełożył Jef van Ham.
|
|
"Kayanis nie od dzisiaj tworzy w tym nurcie. I nie brakuje więc w jego muzyce żadnych brzmień, zręcznych aranżacji, trafionych nastrojów." (Krzysztof Celiński - Tylko Rock 5'99)
|
|
"Jaka jest nowa muzyka Kayanisa? Fajna jest. Taka kajanisowata... W jego wcześniejszych utworach słychac było fascynacje tworczością mistrzów muzyki elektronicznej. Teraz Kayanis podążył we własnym kierunku w naturalny sposób odnajdując własny styl i własne brzmienie." (Kacper Kozicki - recenzent "Czterech Wichrów" Polskiego Fanklubu Mike'a Oldfielda)
|
|
"To co zaprezentował [na koncercie] wirtuoz instrumentów klawiszowych i gitary było niezwykle barwne i różnorodne stylistycznie. Była tam bowiem i muzyka folkowa, zadziorny rock (...) i fortepianowa klasyka..." (Gazeta Poznańska w lipcu 2000 roku)
"Utwory [z suity "Oczekiwanie"] opowiadają rozmaite historie, począwszy od antyku, fantazyjnego średniowiecza, aż po klimaty nam współczesne. (...) W tej przyjemnej atmosferze i luzie zawiera się posmak autentyku, często nieobecny w wykonawstwie el-muzyki." (Jerzy Kordowicz - Program III PR)
|
Fragmenty wywiadów
| "Moja muzyka kształtuje się powoli. Pozwalam jej płynąć, aż się sama skrystalizuje. Rozwija się w wielu kierunkach. Idę tymi różnymi ścieżkami i słucham, co z tego wychodzi." (Kayanis w wywiadzie dla Gazety Olsztyńskiej w lipcu 1999 roku) |
| "Trzeba cały czas pracować, bowiem najpiękniejszy nawet temat można zmarnować brakiem warsztatu kompozytorskiego. Najważniejsze jest zrozumienie muzyki i natury kompozycji." (Kayanis w wywiadzie dla Instrumentów Klawiszowych w październiku 2000 roku) |
| "Muzykę, od kiedy pamiętam, zawsze miałem w głowie. Zawsze coś
w niej grało. Dźwięki układały się w pewne całości. Musiałem spróbować je
uzewnętrznić." (Kayanis w wywiadzie dla Dziennika
Bałtyckiego w listopadzie 2000 roku)
KONTAKT Z NAMI: OFFICE@KAYANIS.COM
|